Logo Swiftcore LabSwiftcore
Wróć do bloga
SEO

Strona po polsku i angielsku – kiedy warto i jak nie zepsuć SEO

28 marca 20269 min czytania
Udostępnij:
Strona internetowa z przełącznikiem języka polskiego i angielskiego

Druga wersja językowa strony brzmi jak naturalny krok rozwoju. „Skoro mamy stronę po polsku, dodajmy angielską i otworzymy się na świat". Dla części firm to faktycznie szansa: nowi klienci, nowe rynki, większa wiarygodność w oczach zagranicznych partnerów. Problem w tym, że ta sama decyzja bywa też pułapką, która zamiast pomóc, rozmywa pozycjonowanie i wprowadza Google w błąd co do tego, którą wersję komu pokazać.

Wielojęzyczna strona to nie kosmetyka, tylko osobny projekt: dwa razy więcej treści do napisania, utrzymania i tłumaczenia oraz dodatkowa warstwa techniczna, którą trzeba zrobić poprawnie. Zrobiona dobrze, otwiera firmę na nowych odbiorców. Zrobiona po łebkach, potrafi obniżyć widoczność nawet tej wersji, która wcześniej działała bez zarzutu. W tym artykule sprawdzimy, kiedy druga wersja ma sens, czym jest hreflang, jak nie zepsuć SEO i jakich błędów w tłumaczeniach unikać.


Kiedy druga wersja językowa ma sens

Zasada jest prosta: najpierw popyt, potem tłumaczenie. Druga wersja językowa ma sens dopiero wtedy, gdy masz realnych odbiorców, którzy szukają Twojej oferty w innym języku. Dodawanie angielskiego „na wszelki wypadek" to najczęstszy powód, dla którego firmy płacą za tłumaczenie strony, której potem nikt nie odwiedza.

Są jednak branże i sytuacje, w których angielska wersja zwraca się szybko. Warto ją rozważyć, jeśli Twój biznes należy do jednej z poniższych kategorii.

  • Realni klienci zagraniczni – obsługujesz odbiorców spoza Polski, którzy nie mówią po polsku i potrzebują zrozumieć ofertę.
  • Eksport – sprzedajesz produkty lub usługi za granicę i chcesz, by zagraniczny partner sam znalazł Cię w Google.
  • Turystyka – prowadzisz hotel, kwaterę, restaurację czy biuro przewodnickie w miejscu, do którego przyjeżdżają obcokrajowcy.
  • Branża międzynarodowa – działasz w IT, doradztwie albo produkcji, gdzie angielski jest językiem roboczym całego rynku.
  • Klienci anglojęzyczni w Polsce – obsługujesz ekspatów, studentów lub firmy z kapitałem zagranicznym, którzy mieszkają w kraju, ale szukają usług po angielsku.

I sytuacja odwrotna: lokalny salon fryzjerski, gabinet czy warsztat, który obsługuje wyłącznie polskich klientów z okolicy, na angielskiej wersji tylko traci czas i pieniądze. Taka strona nie przyciągnie nowych odbiorców, a doda pracy przy każdej aktualizacji. Zanim zlecisz tłumaczenie, sprawdź, czy ktokolwiek faktycznie szuka Twojej oferty po angielsku. Jeśli nie ma popytu, lepiej zainwestować ten budżet w lepszą polską wersję albo w wizytówkę Google.

Dwie wersje językowe tej samej strony obok siebie
Druga wersja językowa ma sens tylko wtedy, gdy masz realnych odbiorców.

Czym jest hreflang i jak wygląda w kodzie

Kiedy ta sama strona istnieje w dwóch językach, Google musi wiedzieć dwie rzeczy: że to są wersje tej samej treści, a nie skopiowana zawartość, oraz którą z nich pokazać konkretnemu użytkownikowi. Bez tej informacji wyszukiwarka może uznać obie wersje za duplikat albo pokazać Polakowi stronę po angielsku i odwrotnie. Od tego jest hreflang.

Hreflang to znacznik, który umieszczasz w sekcji nagłówka strony i który mówi Google, dla jakiego języka oraz kraju przeznaczona jest dana wersja. Dzięki niemu wyszukiwarka łączy wersję polską z angielską jako odpowiedniki tej samej strony i pokazuje właściwą osobie, zamiast traktować je jak dwie konkurujące, zduplikowane treści.

W praktyce w sekcji head każdej wersji strony znajduje się kilka odnośników typu „alternate" z atrybutem hreflang. Dla strony dwujęzycznej zwykle wyglądają one tak: jeden wpis z atrybutem hreflang=„pl" wskazujący adres polskiej wersji, drugi z hreflang=„en" wskazujący adres angielskiej wersji oraz trzeci z hreflang=„x-default", który mówi, którą wersję pokazać, gdy żaden język nie pasuje. Każdy z tych wpisów ma też atrybut adresu (href) prowadzący do pełnego, bezwzględnego adresu danej wersji.

Najważniejsze zasady, o których warto pamiętać przy hreflang, to:

  • Wzajemność – jeśli polska strona wskazuje angielską, to angielska musi wskazywać polską. Hreflang działa tylko w obie strony.
  • Pełne adresy – w atrybucie href podawaj kompletny adres z protokołem, a nie skrót względny, inaczej Google może go zignorować.
  • Atrybut x-default – wskazuje wersję domyślną dla użytkowników, których języka nie obsługujesz. Najczęściej jest to wersja angielska albo strona z wyborem języka.
  • Spójne kody – używaj poprawnych kodów języka (hreflang=„pl", hreflang=„en"), a kraj dodawaj tylko wtedy, gdy faktycznie celujesz w konkretny rynek.

Brzmi technicznie, ale w praktyce większość systemów do budowy stron i wtyczek wielojęzycznych potrafi generować te znaczniki automatycznie. Twoim zadaniem jest sprawdzić, czy faktycznie się pojawiają i czy prowadzą do właściwych adresów.

Jak nie zepsuć SEO

Większość problemów z wielojęzycznym SEO nie bierze się z samego tłumaczenia, tylko ze sposobu, w jaki obie wersje są ze sobą połączone. Google musi jednoznacznie rozróżnić wersje i nie traktować ich jak duplikatu. Oto najważniejsze zasady, które chronią widoczność obu wersji.

  • Osobne, czytelne adresy – każda wersja powinna mieć własny, jasny adres, na przykład angielska w katalogu /en/. Nie wciskaj dwóch języków pod jeden adres.
  • Wzajemne hreflang – wersje muszą wskazywać się nawzajem znacznikami hreflang, żeby Google wiedział, że to odpowiedniki tej samej treści.
  • Żadnego tłumaczenia automatem – treść przetłumaczona maszynowo bez korekty obniża jakość strony i bywa traktowana jako słabej jakości zawartość.
  • Bez mieszania języków – na jednej podstronie trzymaj się jednego języka. Polski nagłówek i angielski akapit obok siebie dezorientują i użytkownika, i wyszukiwarkę.
  • Tłumacz meta i adresy – tytuły, opisy meta oraz, jeśli to możliwe, fragmenty adresów też powinny być w docelowym języku, a nie zostawione po polsku.
  • Konsekwentne linkowanie – wewnętrzne odnośniki w angielskiej wersji powinny prowadzić do angielskich podstron, a nie odsyłać użytkownika z powrotem na polskie.
  • Bez pustych wersji – nie publikuj angielskich podstron z napisem „wkrótce" ani z niedokończoną treścią. Pusta wersja szkodzi bardziej, niż jej brak.

Warto też pamiętać, że druga wersja językowa to dodatkowe strony do utrzymania, więc i one wpływają na szybkość oraz kondycję techniczną całej witryny. Jeśli chcesz zrozumieć, co Google ocenia po stronie wydajności, zajrzyj do tekstu Core Web Vitals dla nieprogramistów.

Osoba sprawdzająca jakość tłumaczenia treści na stronie
Automatyczne tłumaczenie częściej szkodzi, niż pomaga.

Częste błędy w tłumaczeniach

Nawet poprawnie połączone wersje nic nie dadzą, jeśli sama treść w drugim języku brzmi sztucznie. Zagraniczny klient bardzo szybko wyczuwa, że tekst został przetłumaczony maszynowo albo na siłę, i traci zaufanie do firmy. Oto błędy, które najczęściej psują efekt drugiej wersji językowej.

  • Automatyczny translator – wrzucenie całej strony do darmowego tłumacza i publikacja bez korekty. Efekt bywa zrozumiały, ale brzmi obco i nieprofesjonalnie.
  • Kalki językowe – dosłowne przeniesienie polskich zwrotów, które po angielsku nic nie znaczą albo znaczą coś innego.
  • Tłumaczenie połowy strony – przetłumaczona oferta, ale formularz, stopka czy komunikaty wciąż po polsku. Klient gubi się w pół drogi.
  • Niespójna terminologia – ta sama usługa raz nazwana tak, raz inaczej. Czytelnik przestaje rozumieć, o czym jest mowa.
  • Brak korekty native speakera – nawet dobry tłumacz nie wyłapie wszystkiego. Tekst, który nie przeszedł przez osobę myślącą w danym języku, zwykle to zdradza.
  • Dosłowne tłumaczenie nagłówków marketingowych – hasła i nagłówki rzadko działają w przekładzie słowo w słowo. Trzeba je napisać od nowa pod docelowego odbiorcę.

Wniosek jest jeden: lepiej dobrze jeden język niż źle dwa. Świetna polska strona przyniesie więcej niż polska plus angielska wersja zrobiona po łebkach. Jeśli już decydujesz się na drugi język, potraktuj go jak osobny, pełnoprawny projekt: z prawdziwym tłumaczeniem, korektą i poprawnie ustawioną częścią techniczną. Wtedy druga wersja faktycznie otwiera firmę na nowych klientów, zamiast obciążać ją kosztem, który się nie zwraca.

Potrzebujesz strony, która sprzedaje?

W Swiftcore Lab budujemy strony, które działają w jednym języku albo w kilku, ale zawsze z poprawnie ustawionym SEO i hreflang. Doradzimy Ci, czy druga wersja językowa ma w Twoim przypadku sens, i zadbamy, by nie zaszkodziła widoczności w Google. Skontaktuj się już dziś.

Napisz do nas
Madina Karwat

Autor

Madina Karwat

madinakarwat.pl
Udostępnij:
Wszystkie artykuły